| Skąd mamy naszą osobowość? |
|
|
|
|
Istnieje wiele teorii na temat powstawania naszej osobowości. Najbardziej popularna próbowała i wciąż próbuje przekonać nas do tego, że strukturę naszej osobowości dziedziczymy w zdecydowanej części po naszych rodzicach. Czyli skupia się wokół cech osobowościowych, które niejako 'genetycznie' przejęliśmy po naszych najbliższych. Czy tak jest rzeczywiście? Czy naszym rodzicom zawdzięczamy to jacy jesteśmy, czy sobie? Czy komu? Dziecko, od momentu narodzin do momentu pójścia do szkoły podstawowej znajduje się w większości czasu pod zdecydowanym wpływem rodziców, tudzież innych osób na stałe przebywających pod wspólnym dachem. I przez 24 godziny na dobę podlega ich wpływowi. Patrzy na nich, naśladuje zachowania, uczy się od nich elementarnych zasad, uczy się swojego małego świata patrząc niejako ich oczami. To oni przekazują dziecku wiedzę o tym co jest dobre, ładne, złe, brzydkie, co nagradzane, co karane. Lecz świat dziecka zmienia się diametralnie z momentem pójścia do szkoły. Tam, na klika godzin, przechodzi po raz pierwszy pod wpływ 'poza domowy'. I tu zaczyna się zmiana w nabywaniu światopoglądu i norm. Tu też są inne dzieci oraz zaczynają się socjalne kontakty z rówieśnikami. To co mam zamiar pokazać w tym artykule to fakt, że na to kim stajemy się jako dorośli ludzie nie mają wpływu nasi rodzice, lecz otoczenie w jakim przebywamy dorastając. Jestem osobiście zwolenniczką prac i naukowych badań Judith Harris, której dorobek naukowy polecam zdecydowanie. Możecie nie wierzyć w tą teorię kształtowania się osobowości, ale zdobycie dodatkowego punktu widzenia na pewno Was nie zuboży, a niewątpliwie da Wam możliwość szerszego spojrzenia na to dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. No to teraz trochę matematyki. Dziecko dorastając (szkoła podstawowa) przebywa około 6 godzin poza środowiskiem domowym. W gimnazjum czas ten zwiększa się do około 8-9 godzin, w zakres których wchodzą m.in. zajęcia dodatkowe, czyli kolejne nowe (inne od domowego) środowisko. W liceum czas ten wzrasta bardzo gwałtownie, albowiem dochodzi czas spędzany 'towarzysko' w miejscach przeznaczonych na rozrywkę, na zabawę, w miejscach gdzie wpływ rówieśników na kształtowanie się postaw życiowych jest absolutnie zwycięski w porównaniu z wpływem rodziców w tym samym okresie dojrzewania. Czas spędzany poza domem wzrasta do 10 godzin na dobę. Młody człowiek wraca właściwie na kolację, spędza kilka chwil wspólnie z rodzicami, idzie spać. Dzień zaczyna się w szkole (6-7 godzin), obiad czasami w domu, czasami szybki 'snack' poza domem z koleżankami/kolegami. Powrót do domu w późnych godzinach popołudniowych, 7-8 godzin na sen. Razem około 20-22 godzin z 24/dobę poza bezpośrednim wpływem rodziców. Wpływ środowiska rówieśników jest, co zmartwi na pewno wielu rodziców, absolutnie zwycięski na rzecz kształtowania się osobowości młodego człowieka. To rówieśnicy są autorytetami, to oni determinują jak, w co, gdzie, dokąd, co jest postrzegane jako 'cool', co jest uważane jako wstydliwe, jako poważne, jako głupie, jako ważne. No i nadchodzi czas na studia. Tu, gdzie najbardziej chłonny umysł rozpoczyna wędrówkę w kierunku wyspecjalizowanej wiedzy akademickiej, jest również najbardziej otwarty na postawy, które obiecują sukces życiowy lub porażkę. Na naukę jaka postawa prowadzi do jakiej konsekwencji. Jaka decyzja przynosi satysfakcję, a jaka dezaprobatę i odrzucenie. Tu też, w tym właśnie okresie, dokonują się wybory pomiędzy wartościami dorosłego samostanowienia. Myślę, że większość rodziców nie zdaje sobie sprawy jak potężny jest wpływ rówieśników, środowiska poza domem na rozwój osobowości naszych dzieci. Jak znacząca jest tendencja do imponowania rówieśnikom, a jak niszczący jest strach przed odrzuceniem przez najbliższe środowisko. Brak akceptacji przez grono rówieśników jest postrzegany jako o wiele większa kara niż jakakolwiek inna nałożona przez rodzica. Myślę, że wielu rodziców obwinia siebie, że ich dzieci są tak bardzo różne od wzorców, które próbowali im wpoić od dzieciństwa. Myślę, że wielu ludzi, dorosłych już dzieci, nie zdaje sobie sprawy dlaczego tak bardzo się różnią od swoich rodziców. Lecz również bardzo ważne jest to, że te zauważane przez obie strony różnice nie zawsze i niekoniecznie mają wpływ na poziom miłości, którą obie strony do siebie czują. Niemniej jednak jakże często dochodzi do wewnętrznego uczuciowego dylematu pomiędzy wstydem a miłością, pomiędzy żalem a zrozumieniem lub niezrozumieniem, że każdy jest inny. Niektórzy nie potrafią lub po prostu nie chcą tego zrozumieć. Wolą obwiniać innych, walczą pokoleniowo i szarpią się emocjonalnie, często doprowadzając do destruktywnej sytuacji rozpadu zamiast porozumienia się tych dwóch pokoleń, powodując u siebie i u tych 'innych' łzy i nieustający ból emocjonalny. Niewątpliwym jest również fakt, że również często zasady, które wynosimy z czasów kiedy nasi rodzice mieli na nas największy wpływ, odnoszą zwycięstwo w naszej dorosłej osobowości. I są to tak różne zasady, jak różne były domy w których wyrośliśmy. Twierdzę, że po rodzicach dziedziczymy (oprócz niewątpliwie fizycznych cech genetycznych) bardziej skłonności do takiej, a nie innej postawy życiowej, niż wzór czy matrycę konkretnej osobowości. I co z tego wynika? Szanując i postrzegając siebie jako odrębne istoty osobowościowe od naszych rodziców, mając teraz większą wiedzę dlaczego tak jest, rozumiejąc przyczyny - dajemy im tym samym prawo do bycia innymi niż my jesteśmy. Rodzice być może zwrócą uwagę, że ten, kto posiada informację na swój temat - posiada władzę. Ale władzę jedynie nad swoim życiem. Próby rządów nad dorastającymi dziećmi (czy nad kimkolwiek) doprowadzić mogą jedynie do kolejnych batalii, wojen i konfliktów. Naturalną wrodzoną cechą jest dążenie przez każdego człowieka do wolności. A przebywając w jakimkolwiek więzieniu, czy to w przenośni, czy dosłownie, zawsze pojawia się myśl o ucieczce i pozbyciu się kajdanek. Pozwólcie waszym dzieciom, aby was po prostu kochały. Że niby zbyt proste, żeby mogło być prawdziwe? To dlaczego kiedy robimy inaczej jest tak trudno? Posiadanie dzieci nie daje nam prawa do władania nimi i oczekiwania, że będą tacy jak my to sobie wymyśliliśmy. Każdy człowiek, bez względu na wiek, uczy się przez doświadczenia, więc spróbujcie doświadczyć dbania i akceptacji poprzez kochanie i zrozumienie, dając innym, pomimo że wydawać by się mogło, że 'należą' do nas, rzeczywiste prawo do bycia takimi, jakim oni chcą być. Nie obwiniając się nawzajem, nie czując wstydu, żalu lub winy, podejmijmy decyzję o byciu odpowiedzialnym za to kim jesteśmy i za to, że szanujemy innych właśnie dlatego, że są inni od nas. Bo dzięki temu możemy dokonywać wyborów. A możliwość wyboru jest rzeczywistą miarą ludzkiej wolności. Elwira Stadnik ICC Coach |






